Autostopem dookoła świata [Wywiad z Borysem Uczulką]
Planeta Abstrakcja

Autostopem dookoła świata [Wywiad z Borysem Uczulką]

  • Dodał: Magdalena Chmura
  • Data publikacji: 20.06.2018, 16:55

Kto z nas nie marzy o tym, żeby pewnego dnia ruszyć w podróż dokoła świata? Aleksandra i Borys Uczulka zdecydowali się wcielić swoje marzenia w życie i 2 lipca 2017 r. ruszyli w drogę. Obecnie znajdują się w Ameryce Południowej, a konkretnie w Chile. Przemieszczają się głównie autostopem, noclegi załatwiając na stronie couchsurfing.org, gdzie zbierają się ludzie z całego świata oferujący swoje towarzystwo i czasem nawet nocleg u siebie w domu. Tego typu styl podróżowania pozwala na doświadczenie lokalnej kultury na zupełnie innej płaszczyźnie, bardziej autentycznej i zdecydowanie generującej mnóstwo niesamowitych wspomnień. Swoje przygody autostopowicze regularnie relacjonują na facebook'owej stronie „Planeta Abstrakcja”.  

 

Droga gdzieś w Mauretanii (Fot. Borys Uczulka).

Droga gdzieś w Mauretanii (Fot. Borys Uczulka).

 

Magdalena Chmura: Od kiedy podróżujecie autostopem?

 

Borys Uczulka: Nasza pierwsza podróż autostopowa zrodziła się z chęci wyjścia poza schematyczny sposób myślenia o krajach bloku wschodniego. Był to rok 2015 i każdego dnia słyszeliśmy w mediach o wojnie na Ukrainie. Czuliśmy, że tamten świat znamy tylko z telewizji, gazet, chcieliśmy czegoś więcej. Pamiętam, że zadzwoniłem wtedy do ambasad Rosji i Ukrainy, pytając, jak wygląda sytuacja na przejściach granicznych między krajami, które de facto znajdowały się w stanie wojny. Nie widziałem jeszcze tamtego dnia, że kilka miesięcy później będziemy tamtędy przejeżdżać, chciałem po prostu dowiedzieć się czegokolwiek, wyobrazić sobie to miejsce. "My nie jesteśmy od tego", "Nie wiemy" - te odpowiedzi jeszcze bardziej rozpaliły moją wyobraźnię. Byłem już pewny, że chciałem zobaczyć to na własne oczy. Z Olą poznaliśmy się niewiele wcześniej i to właśnie ten wyjazd stanowił dla nas swoiste odkrycie pasji do włóczęgi. To było nasze pierwsze zderzenie ze światem innym, pierwsze wyjście z europejskiej strefy komfortu.

 

MCh: Jakie kraje do tej pory odwiedziliście?


BU: Zwiedziliśmy już większość krajów byłego związku radzieckiego, za wyjątkiem Estonii i Turkmenistanu. Z sąsiadem Łotwy pewnie szybko się uporamy, gorzej jednak będzie z Turkmenistanem - to jeden z najrzadziej odwiedzanych krajów na świecie, gdzie jakiekolwiek "wycieczki" odbywają się na zasadach podobnych do tych w Korei Północnej, wszystko jest nadzorowane, pod ścisłą kontrolą państwa. Poza tym byliśmy też w Iranie, Afryce Północnej, a obecnie podróżujemy po Ameryce Południowej. Naszą największą miłością pozostaje jednak Azja, do której na pewno wrócimy.

 

MCh: Który kraj wywarł na was najlepsze wrażenie?

 

BU: To trudne pytanie, jednak pewnym wyjątkowym sentymentem darzymy Uzbekistan. Kraj nazywany jest perłą pustyni i w pełni zasługuje na to miano. Architektonicznie przypomina Iran, jednak mentalność jest tutaj typowo sowiecka. Nie raz widzieliśmy ludzi pijących wódkę na tle wielkich meczetów. Oczywiście, jak to bywa w krajach byłego ZSRR, wielokrotnie byliśmy zapraszani do rozmów przy kieliszku. Tęsknimy za tym. Myślę, że nie ma ludzi, którzy będąc np. w Bukharze lub Khivie powiedzieliby, że to nudne miejsca. Uzbekistanu się nie zapomina.

 

Aleksandra Uczulka przed jurtą w Kirgistanie (Fot. Borys Uczulka).

Aleksandra Uczulka przed jurtą w Kirgistanie (Fot. Borys Uczulka).

 

Przeprawa promem do Banjul - stolicy Gambii (Fot. Borys Uczulka).

Przeprawa promem do Banjul - stolicy Gambii (Fot. Borys Uczulka).

 

Uzbecka architektura (Fot. Borys Uczulka).

Uzbecka architektura (Fot. Borys Uczulka).

 

MCh: Jaka była najbardziej szalona rzecz, jaka spotkała was w trasie?

 

BU: Kiedyś w Turcji, po której podróżowaliśmy z naszym przyjacielem Irańczykiem, złapaliśmy na stopa policjantów, którzy obiecali nam podwózkę 300 kilometrów dalej, w zamian za pomoc w "tłumaczeniu". Jak się okazało, aresztowali wcześniej około 30 nielegalnych imigrantów z Afganistanu, którzy próbowali sforsować granicę z Grecją. Nasz przyjaciel, z racji posługiwania się językiem farsi (używanym zarówno w Iranie, jak i Afganistanie), dostał zadanie przesłuchania zatrzymanych. Co ciekawe, w trakcie czynności nie wyproszono nas nawet z pomieszczenia, podając herbatę i ciastka. Kuriozum sytuacji osiągnęło szczyt, gdy po wszystkim zapakowano naszą trójkę, wraz z całą grupą aresztowanych, do policyjnego autobusu. Funkcjonariusze dotrzymali słowa i, kierując się do obozu uchodźców, zjechali kawałek z drogi, wysadzając nas na wylocie na Bułgarię. Do dziś wspominamy jednak tę podróż. Siedząc wszyscy razem w autobusie uświadomiłem sobie, jak bardzo "szczęśliwie" się urodziliśmy. Mamy paszporty, które pozwalają nam de facto jeździć tam, gdzie chcemy. Tego dnia zarówno my, jak i uchodźcy próbowaliśmy dostać się do Europy. To co dla nas było po prostu zwykłym przekraczaniem granicy, dla Afgańczyków wiązało się z ucieczką z kraju, opłacaniem mafii przemytniczej no i popełnianiem przestępstwa.

 

MCh: Mieliście jakieś niebezpieczne przygody?

 

BU: To pytanie najczęściej pojawia się, gdy rozmawiamy z bliskimi. Nie dziwi mnie to, gdyż też kiedyś wydawało mi się, że autostop sam w sobie jest niebezpieczny. Jednak tak naprawdę na samej trasie nigdy nie czuliśmy się zagrożeni. Niebezpieczeństwa czyhają w miastach i lubią wypełzać po zmroku. Nie tak dawno temu musieliśmy uciekać w Buenos Aires, gdy pewna staruszka ostrzegła nas, że kilku młodych chłopaków czeka na nas w bramie z nożem, jednak szczerze mówiąc, wykazaliśmy się wtedy lekkomyślnością. Kręciliśmy się po dzielnicy owianej złą sławą i to jeszcze późnym popołudniem. Myślę, że przy zachowaniu zwykłych środków ostrożności, tzn. nie chodzenie po nocach i uważanie na podejrzane osiedla, taki styl podróżowania wcale nie jest niebezpieczny.

 

MCh: Noclegi załatwiacie głównie przez portal couchsurfing. Trafiliście na naprawdę zwariowanych gospodarzy?

 

BU: Zdecydowanie! O naszych gospodarzach z couchsurfingu moglibyśmy opowiadać godzinami, jednak pewna historia zasługuje na szczególną uwagę. W Kazachstanie zostaliśmy zaproszeni do komuny hipisowskiej, gdzie, jak się okazało, odbywał się ślub 2 dziewczyn i kota... Zebrało się około 30 osób i wszyscy traktowali "ceremonię" jak najbardziej serio. Obie dziewczyny wystroiły zarówno siebie, jak i zwierzaka. Zaślubiny odbywały się w duchu "sowieckim", gdyż wszyscy mieszkańcy komuny byli marksistami. Jak przez mgłę pamiętam, co działo się po wypowiedzianym, czy de facto "wymiałczanym", symbolicznym "tak". Kilka osób grało na instrumentach, ktoś biegał po ogrodzie, gdzie wszędzie rosła marihuana, co jest bardzo typowe w Kazachstanie. Następnego dnia rano śmialiśmy się wszyscy z absurdu całej sytuacji. Pamiętam, że jedliśmy wtedy jajecznicę, która dla Kazachów była czymś niebywałym i pytali nas kilkukrotnie "czy to naprawdę je się w Polsce?", na co my odpowiadaliśmy przekornie: "A w Kazachstanie naprawdę wychodzi się za kota?" Po takich przygodach nasza definicja normalności uległa zachwianiu.

 

Jajecznica w Kazachstanie (Fot. Borys Uczulka).

Jajecznica w Kazachstanie (Fot. Borys Uczulka).

 

Zaślubiny z kotem w Kazachstanie (Fot. Borys Uczulka).

Zaślubiny z kotem w Kazachstanie (Fot. Borys Uczulka).

 

Ulica w Nowakszut - stolicy Mauretanii (Fot. Borys Uczulka).

Ulica w Nowakszut - stolicy Mauretanii (Fot. Borys Uczulka).

 

MCh: Jakie było najbardziej szalone miejsce w którym spaliście?

 

BU: Myślę, że ciężko byłoby pobić nasz nocleg w wagonie towarowym pędzącego przez Saharę pociągu z rudą żelaza. Podróżując po Mauretanii z poznanym na trasie Nowozelandczykiem postanowiliśmy spróbować tak zwanego "train-hoopingu", który polega po prostu na wskakiwaniu na pociągi towarowe. Marzyłem o tym od dziecka i zawsze wyobrażałem sobie taką podróż jako coś wyjątkowego. Rzeczywistość nie była jednak tak kolorowa. Liczyliśmy na widoki gwiaździstego nieba nad Saharą, a dostaliśmy piaskiem po oczach. Wraz z zajściem słońca, noc zrobiła się tak zimna, że skupiliśmy się na przetrwaniu. W głębi wagonu rozbiliśmy namiot i, dygocząc z zimna czekaliśmy do świtu, odwrotu nie było, pociąg zatrzymał się dopiero po kilkunastu godzinach.

 

MCh: Planujecie odbyć podróż dookoła świata autostopem?

 

BU: Dokładnie tak! Na chwilę obecną podróżujemy po Ameryce Południowej i naszym celem jest Meksyk. Później planujemy jednak wielką Epopeję Azjatycką. Dużo się jeszcze wydarzy, cała podróż może potrwać kilka lat.

 

MCh: Gdzie wybieracie się po Chile?

 

BU: Chcemy zgłębić tematykę polskiej emigracji w Paragwaju, północnej Argentynie i południowej Brazylii. Do dziś mieszka tam mnóstwo ludzi posługujących się płynnie językiem polskim. Będąc blisko rok w drodze, tęsknimy trochę za rodakami, których na szczęście nie brakuje na każdym kontynencie. Nasze "poszukiwania polskości" będziemy dokładnie relacjonować w mediach społecznościowych. Serdecznie zapraszamy!

 

MCh: Dziekuję bardzo za rozmowę!

 

BU: Również dziękuję!

 

Pociąg w Mauretanii (Fot. Borys Uczulka).

Pociąg w Mauretanii (Fot. Borys Uczulka).

 

Aleksandra Uczulka przed lodowcem Perito Moreno w Argentynie (Fot. Borys Uczulka).

Aleksandra Uczulka przed lodowcem Perito Moreno w Argentynie (Fot. Borys Uczulka).

Magdalena Chmura – Poinformowani.pl

Magdalena Chmura

Studentka wulkanologii zakochana w podróżach. Autorka portalu i kanału na YouTube "Wulkanolog w podróży". Aktualnie zajmuje się erupcją wulkanu Santa Maria z roku 1902. Na zdjęciu przed wulkanem San Pedro nad jeziorem Atitlan w Gwatemali.