Życie w cieniu gwatemalskich wulkanów
Magdalena Chmura

Życie w cieniu gwatemalskich wulkanów

  • Dodał: Magdalena Chmura
  • Data publikacji: 04.05.2018, 23:56

 

Na podstawie rozmów z szefem grupy wulkanologicznej INSIVUMEH – Gustavo Chigna

 

Gwatemala, dzięki swojemu położeniu na styku trzech płyt tektonicznych, należy do jednych z najbardziej aktywnych sejsmicznie regionów na Ziemi. Siły odpowiedzialne za ruchy płyt manifestują swoją obecność w postaci licznych wulkanów, którymi usiany jest gwatemalski krajobraz. Wulkany Pacaya, Santa Maria i Santiaquito, Atitlan i najaktywniejszy wulkan Ameryki Środkowej – Fuego, to tylko niektóre z licznego arsenału wulkanicznego, jaki Gwatemala ma do zaprezentowania. Niestety, jakkolwiek widowiskowa aktywność wulkaniczna by nie była i jakkolwiek okazale górujące nad miastami wulkany by się nie prezentowały, to wciąż stanowią one ogromne zagrożenie dla miejscowej ludności oraz przyjezdnych. 

 

Wulkan Agua widziany z Acatenango (Fot. Magdalena Chmura)

Zarządzanie aktywnym wulkanem nie należy do łatwych zadań. Nie chodzi tutaj tylko o nieprzewidywalność zjawisk wulkanicznych, ale też o napięcia i problemy społeczne pomiędzy ludnością zamieszkałą wokół góry. Gwatemala to kraj niezwykle zróżnicowany pod względem etnicznym. Mówi się tutaj w 21 różnych majańskich językach, arawackim języku Garifuna oraz mezoamerykańskich językach Xinca. Czasem język i kultura zmieniają się całkowicie w promieniu kilku kilometrów, co połączone z napięciami społecznymi z czasów 36-letniej wojny domowej oraz brakiem zaufania do pracowników rządowych, nie pomaga w przypadku kryzysu wulkanicznego. 

 

Kobiety na targu w miejscowości Chichicastenango (Fot. Magdalena Chmura).

Gwatemala jest zupełnie nieprzygotowana na dużą erupcję wulkaniczną, zwłaszcza jeżeli chodzi o wulkany takie jak Fuego, czy Santiaguito. Gdyby wybuch, podobny w parametrach do wulkaniańskiej erupcji Fuego w 1974, miał miejsce dzisiaj - kraj najprawdopodobniej przestałby funkcjonować w ciągu 72 godzin. Przynajmniej tak twierdzi szef grupy wulkanologicznej INSIVUMEH – Gustavo Chigna. INSIVUMEH, czyli Instituto Nacional de Sismología, Vulcanologia, Meteorogia E Hidrologia został powołany w latach 1984-1986, krótko po kryzysie sejsmicznym na wulkanie Tacana przy granicy z Meksykiem. Ostatecznie doszło tylko do niewielkiej eksplozji po stronie meksykańskiej, jednak kryzys pokazał konieczność posiadania przez Gwatemalę grup zajmujących się zagrożeniami geologicznymi. INSIVUMEH przez pierwsze 3 lata działalności wulkanologię miał tylko w nazwie. Dopiero po erupcji wulkanu Pacaya w 1989 roku powstała faktyczna grupa zajmująca się monitorowaniem wulkanów. Na początku grupę stanowiło 12 osób, w tym Gustavo, który wtedy zajmował się sejsmologią. Jednak niewielkie wynagrodzenie oraz brak sprzętu szybko zredukowały liczbę wulkanologów do dwóch osób – Gustavo i Otoniala Mattias (który w 2005 opuścił INSIVUMEH na rzecz Uniwersytetu Technologicznego w Michigan, USA). Tym sposobem Gustavo został jedynym wulkanologiem w INSIVUMEH aż do roku 2013. Zarządzanie jednymi z najbardziej aktywnych wulkanów w Ameryce Centralnej należało do jednej osoby. 

Szef grupy wulkanologicznej INSIVUMEH, Gustavo Chigna przy wulkanie Santiaguito, Marzec 2018 (fot. Magdalena Chmura)

 

Gustavo był jedynym wulkanologiem w INSIVUMEH, z bardzo ograniczonym sprzętem (który stanowiły głownie sejsmometry), gdy aktywność sejsmiczna wulkanu Pacaya zaczęła stopniowo rosnąć, w maju 2010 roku. Pacaya już wcześniej zdawała się przygotowywać do erupcji, w 2006 roku nastąpiła deformacja stożka MacKenney. W jej wyniku na zboczach powstała seria pęknięć. Ze szczelin tych później zaczęła wypływać lawa, która stworzyła warstwę skał o grubości około 50m. Gustavo, po analizie zapisu sejsmicznego, stwierdził, że istnieje możliwość wystąpienia silniejszej erupcji, jednak nie był w stanie powiedzieć nic na temat skali oraz parametrów zbliżającej się eksplozji. Po konsultacji z szefem INSIVUMEH i skontaktowaniu się z zarządem Parku Narodowego Pacaya wulkan został zamknięty dla ruchu turystycznego, co nie spodobało się lokalnym agencjom turystycznym. Park Narodowy Pacaya jest jedną z największych atrakcji turystycznych w Gwatemali i w 2010 roku był odwiedzany przez około 3000 osób dziennie. Park zawdzięcza swoją popularność nie tylko aktywnemu wulkanowi, ale i położeniu przy dużym ośrodku turystycznym, jakim jest wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO kolonialne miasto - Antigua. Bliskość stolicy – Ciudad Guatemala oraz międzynarodowego lotniska również przyczyniają się do zatłoczenia Pacayi. 

 

Kompleks wulkaniczny Pacaya widoczny z międzynarodowego lotniska La Aurora w Ciudad Guatemala (Fot. Magdalena Chmura).

Głównym źródłem utrzymania ludności zamieszkałej w okolicy Antigua jest turystyka, a aktywny wulkan Pacaya, z regularnymi wylewami lawy, jest dobrym magnesem turystycznym. Dlatego agencje w Antigua zaczęły wywierać presje na zarząd Parku Narodowego, aby wulkan został ponownie udostępniony do zwiedzania. Mieszkańcy byli przekonani, że znają Pacayę od lat i żadna większa erupcja na pewno nie będzie mieć miejsca. Zalecenia INSIVUMEH uznali w większość za czczą gadaninę i nie byli przekonani co do wiarygodności danych. Niemniej jednak Park pozostał zamknięty. Niektórzy przewodnicy postanowili jednak dalej organizować wycieczki na Pacaya, omijając oficjalne wejście do Parku Narodowego. 

 

Wulkan Pacaya (Fot. Magdalena Chmura).

 

27 maja 2010 erupcja rozpoczęła się obszernym wylewem lawy, który stopniowo ustąpił miejsca aktywności strombolijskiej oraz emisji popiołu w kierunku Ciudad Guatemala. Aktywność strombolijska charakteryzuje się występowaniem serii umiarkowanych eksplozji, podczas których emitowany jest popiół, bomby wulkaniczne oraz kawałki świeżej lawy. Swoją nazwę ten typ erupcji zawdzięcza wulkanowi Stromboli we Włoszech, gdzie aktywność ta została do tej pory najlepiej opisana. Eksplozje w centralnym kraterze trwały około pół godziny, po czym o 17:30 nastąpiła godzinna przerwa, w której Gustavo oraz inni pracownicy INSIVUMEH zadecydowali zakończyć obserwacje krateru i ewakuować się. Podczas schodzenia z wulkanu spotkali dwójkę dziennikarzy idących w stronę krateru i „szukających niebezpieczeństw”. Dziennikarze zdecydowali się kontynuować wspinaczkę, pomimo ostrzeżeń o możliwości wystąpienia większej erupcji. Jeden z nich zginął później trafiony bombą wulkaniczną. 

 

Droga do Parku Narodowego Pacaya (Fot. Magdalena Chmura).

 

Około 18.30 rozpoczęła się główna erupcja, podczas której oberwała się jedna ze ścian krateru emitując spływ piroklastyczny. Niedługo po tym fontanny lawy osiągnęły 2km wysokości. Opad popiołu dosięgnął terenów położonych ~450km od wulkanu oraz doprowadził do zamknięcia lotniska La Aurora w Ciudad Guatemala. Niestety, erupcja zbiegła się w czasie z burzą tropikalną Agatha, co doprowadziło do załamania się wielu dachów, w wyniku interakcji popiołu wulkanicznego z wodą. Dodatkowo plantacje kawy oraz pola w promieniu 5km od wulkanu zostały całkowicie spalone, co dodatkowo przełożyło się na pogorszenie sytuacji ekonomicznej regionu. Niedługo po erupcji, 29 maja, aktywność sejsmiczna znowu zaczęła wzrastać i jeszcze tego samego dnia, na południowo-wschodnim zboczu stożka MacKenney, otwarła się szczelina, z której zaczęła wypływać lawa. Wylew lawy osiągnął długość 7km. 

 

Wulkan Pacaya przed i po erupcji w 2010 (Źródło: INSIVUMEH).


Lotnisko La Aurora w Ciudad Guatemala podczas erupcji Pacaya w 2010 roku, czarny materiał to popiół wulkaniczny (Źródło: INSIVUMEH).


Zapis sejsmiczny z wulkanu Pacaya przed i w trakcie erupcji(Źródło: INSIVUMEH).

 

Warto wspomnieć, że w momencie wystąpienia spływu piroklastycznego, w bliskiej odległości od stożka MacKenney znajdowało się 25 osób. Ludzie z okolicznych wiosek postanowili wspiąć się na wulkan, aby z bliska obejrzeć wylew lawy oraz powtarzające się eksplozje. Na szczęście, poza "niefortunnym" dziennikarzem, nikt nie zginął. Po erupcji w roku 2010 autorytet INSIVUMEH wśród ludności zamieszkałej wokół Pacaya znacznie wzrósł, a sama erupcja do dziś pozostaje największą, z jaką Gustavo miał do czynienia. Ludzie zamieszkali w okolicznych wioskach oraz przewodnicy organizujący wycieczki na Pacaya, zdecydowali się podjąć współpracę z INSIVUMEH, po tym jak Gustavo prawidłowo przewidział erupcję w 2010 roku. Działają jako obserwatorzy i regularnie informują INSIVUMEH o widocznych zmianach zachodzących na stożku oraz o aktywności wulkanu. Znacząco pomaga to wulkanologom w monitoringu i organizacji ewentualnych ewakuacji, co skutkuje polepszeniem stosunków pomiędzy organizacjami rządowymi oraz miejscową ludnością. 

 

 

Główna ulica w mieście Antigua ze słynnym łukiem, w tle wulkan Agua (Fot. Magdalena Chmura).

 

Póki co, główny krater stożka MacKenney pozostaje zamknięty dla ruchu turystycznego, jednak wiele osób łamie zakaz i wchodzi na wyższe partie wulkanu, aby z bliska zobaczyć świeżą lawę oraz powtarzające się eksplozje. Obecnie Pacaya, Fuego i Santiaguito są jedynymi z 38 gwatemalskich wulkanów, które są monitorowane. Głównie przez brak środków finansowych oraz niski stopień aktywności pozostałych wulkanów. Pozorny spokój może być jednak zwodniczy, a wulkany takie jak Tacana, czy stratowulkan Atitlan oraz ogromna kaldera Atitlan III, są w stanie wywołać kryzys wulkaniczny w przyszłości. 

 

W tłumaczeniu pomagała: Ailsa Naismith, Uniwersytet Bristolski.

Magdalena Chmura

Studentka wulkanologii zakochana w podróżach. Autorka portalu i kanału na YouTube "Wulkanolog w podróży". Aktualnie zajmuje się erupcją wulkanu Santa Maria z roku 1902. Na zdjęciu przed wulkanem San Pedro nad jeziorem Atitlan w Gwatemali.